Dużo pytań, dużo odpowiedzi

P1260049_ed

Zrobię dziś wywiad ze sobą. Bo mogę.

Od jakiegoś czasu chodziła za mną popularna niegdyś zabawa towarzyska – kwestionariusz Prousta. Przypomina mi podstawówkowe wpisy do pamiętniczków – też takie prowadziliście? Ostatnio też Ruda Wstążka nominowała mnie do Liebster Blog Award – czyli po prostu pytań i odpowiedzi. Ten wpis będzie połączeniem tych obu zabaw :)


Jaka jest główna cecha Twojego charakteru?

Odpowiedzialność, wrażliwość, empatia.

Jakich cech szukasz u mężczyzny?

Zaradności, praktyczności, poczucia humoru.

A u kobiety?

 Umiejętności wysłuchania, klasy, dobroci.

Co cenisz najbardziej u przyjaciół? 

To, że zawsze są, gdy są potrzebni. Poświęcanie czasu na trudne rozmowy, ale i snucie planów. Rozśmieszanie tak, że szczerze się śmieję.

Jaka jest Twoja główna wada? 

Przejmowanie się wszystkim. Szukanie drugiego dna, dopowiadanie sobie, tworzenie wielowątkowych tragicznych teorii.

Jakie jest Twoje ulubione zajęcie?

Spacery po Gdyni, brzegiem morza i nie tylko. Fotografowanie, oglądanie ładnych rzeczy.

Jak wygląda Twoje marzenie o szczęściu?

Wciąż w trakcie realizacji. Święty spokój, zgoda z samą sobą i z innymi, realizowanie siebie na co dzień. Docenianie tego, co mam.

Co wzbudza w Tobie obsesyjny lęk?

Utrata wzroku.

Co byłoby dla Ciebie największym nieszczęściem?

Niezaakceptowanie samej siebie, takiej, jaką jestem i wieczne niezadowolenie.

Kim lub czym chciałabyś być, gdybyś nie był tym, kim jesteś?

Lubię być sobą, nie zamieniłabym tego na żadne inne życie.

Kiedy kłamiesz?

Nie kłamię.

Jakich słów nadużywasz?

„Kurczę”, „Czy nie?”, „Mam nadzieję”.

Jacy są Twoi ulubieni bohaterowie literaccy?

Stanisław Wokulski, Syriusz Black, Kordian.

Jacy są Twoi ulubieni bohaterowie życia codziennego?

Rodzina, On, inspirujący ludzie z Internetu.

Czego nie cierpisz ponad wszystko?

Nie trawię głupoty, braku myślenia i braku umiejętności ogarnięcia – siebie i spraw.

Który dar natury chciałabyś posiadać?

Cofanie się w czasie i zatrzymywanie go.

Jak chciałabyś umrzeć?

Słysząc szum morza i czując zapach kwiatów.

Jaki jest obecny stan Twojego umysłu?

Względny spokój, harmonia i radość.

Błędy, które najczęściej wybaczasz?

Popełnione nieumyślnie i z obietnicą poprawy.


Co najchętniej robisz w deszczowe, niekoniecznie jesienne, wieczory?

Oglądam film i piję gorącą herbatę, albo czytam książkę.

Wolisz kawę czy herbatę? Jaką?

To zależy. Przed południem i po obiedzie kawę, ale oprócz tego dużo herbaty. Najbardziej smakuje mi kawa z kawiarki z mlekiem i łyżeczką cukru. Z herbat zwykle wybieram zieloną.

Oglądasz/czytasz daną pozycję tylko raz czy wracasz po kilka razy do filmów/książek?

Raczej nie wracam do tych samych książek i filmów. Kilka razy oglądałam tylko „Pulp Fiction”, „The Fountain” i „Hannibala”.

Jakiej super mocy zdecydowanie nie chciałabyś mieć? Dlaczego?

Czytania w ludzkich umysłach. To byłoby zbyt przytłaczające.

Jaki jest twój ulubiony film, bajka czy książka z dzieciństwa?

Muminki!

Czego słuchasz, gdy jesteś w złym nastroju?

Smętów ze Spotify, tędy proszę.

Jakiej muzyki słuchasz, mając świetny nastrój?

Innej playlisty na Spotify.

Wolisz słońce czy deszcz? Dlaczego?

To zależy od nastroju. Lubię słońce i deszcz. Razem też tworzą całkiem dobrą kombinację i powstaje tęcza.

Masz ulubiony serial? Jaki?

Lubię kilka seriali, od czasu opublikowania tego posta nic się nie zmieniło. Dodałabym tylko „Mr. Robot”, ale nie mam jeszcze wyrobionego zdania na temat drugiego sezonu.

Co robisz, mając do dyspozycji wolny poranek?

Dłużej śpię. Serio. Albo staram się iść na siłownię.

Co obiecujesz sobie, że kiedyś zrobisz, a czego jeszcze nie zrobiłaś?

Jest kilka takich rzeczy, zbieram je sobie powoli w zakładce Tudu, tudu.


I jeszcze więcej pytań! Do zmierzenia się z kwestionariuszem Prousta (pierwsza część wpisu) zapraszam Kalinę, Olgę, Klaudię, Marysię i Natalię. To jak, babeczki, ma któraś chęć? :)

Dużo pytań, dużo odpowiedzi

Obserwacje: wydmy w Łebie

Obiecałam sobie więcej małych wycieczek w wakacje. Traf chciał, że dostałam pracę i nie dysponuję już tak dużą ilością wolnego czasu, jak kiedyś (i dobrze!), ale mam plan do końca wakacji poodwiedzać jeszcze kilka bliskich miejscowości. W ostatni długi weekend wybór padł na Łebę – bardzo chciałam ponownie zobaczyć wydmy. Zapakowałam jedzenie na piknik – legendarne wrapy, które robię coraz częściej z hummusem z fetą, tuńczykiem i oliwkami (polecam to połączenie!), twarogowe placuszki ze szczypiorkiem i deser chia na mleku sojowym o smaku wanilii i ruszyliśmy.

Urzekły mnie lasy iglaste i drzewa kładące się na wydmach, i ten zapach! Szkoda tylko, że turyści nie przestrzegają banalnych zasad wypisanych wszędzie na tabliczkach – „nie niszczyć roślinności”, „nie wspinać się na wydmy”, albo bezceremonialnie przechodzą przez ogrodzenia.

Tego dnia zrobiliśmy ponad 20 kilometrów po piasku, a pogoda wprost nas rozpieszczała, chociaż jak dla mnie jest już zbyt zimno na morskie kąpiele. Udało nam się nawet złapać parę Pokemonów i poczuć zapach wprost z rybackich łodzi.

12691152016-08-15 Łeba2016-08-15 Łeba1812

Polecam takie miniwycieczki, wcale nie trzeba daleko jechać, żeby poczuć się jak prawdziwy turysta i dobrze się zmęczyć. Rozejrzyjcie się, weźcie mapę i do boju! :)

Do napisania,

hania

 

Obserwacje: wydmy w Łebie

Karmię się czasem

13658678_550722298461871_991869158_n

Pracuję już miesiąc. Jesień wciska się w miasto, zazębia się ze słonecznymi dniami. Wisi coś w powietrzu. Zmuszam się do dłubania w inżynierce, żeby zimą nie histeryzować. Przynajmniej godzina dziennie, tak niewiele. Ziarnko do ziarnka. Karmię się czasem.

Lubię powroty. Do starych piosenek, niegdyś zapętlanych i zapętlanych. Wciąż mocno brzmią w głowie. Lubię powroty do pisania. Powroty do biura, w którym czeka na mnie nasycona smakiem kawa. Regularność jest dobra, nadaje życiu smak i rytm. Pozwala docenić lepiej czas wolny i zmusić do odpoczynku z dala od monitora. Powszedniość pozwala być bardziej kreatywnym niż gdy ma się dużo wolnego czasu.

Powraca do mnie pytanie „kim jestem?”, przypomina się w najbardziej prozaicznych momentach. Od razu przypominam sobie tekst „you are what you do”. Czy nie jest to najprostszy sposób zdefiniowania siebie? Skupić się na działaniu.

Brak mi odwagi, by powiedzieć, że jestem architektem wnętrz, w końcu pracuję dopiero miesiąc. Skupiam się, żeby robić, a nie mówić. Nie rozmyślać nad określeniami. Najprostsze, co mogę powiedzieć o sobie to to, że uczę się wdzięczności na co dzień. To już coś.

„It’s the act of making things and doing our work that we figure out who we are”. (Steal like an artist, Austin Kleon)

The Minimalists w jednym ze swoich podcastów wspominali, jak dziwne są pytania, które zadajemy nowo poznanym ludziom. „Gdzie pracujesz?” Nieświadomie chcemy wybadać grunt, dowiedzieć się, jak dana osoba zarabia na życie i nadać jej jakąś etykietę. O ile barwniejsze było nasze życie towarzyskie, gdybyśmy pytali „Co jest Twoją największą pasją?”.

Praca daje mi dużo sensu. Podnosi samoocenę i pozwala docenić samą siebie. Działam ostrożnie, żeby umieć odpocząć. Powtarzam sobie, że „Working more doesn’t mean you care more or get more work done. It just means you work more”. (Rework, Jason Fried, David Heinemeier Hansson)

Szukam, karmię się wszystkim naokoło. Korzystam z czasu. Ostatnio podobają mi się ubrania w cienkie paski, kolor ciemnozielony, gorzka kawa, drobne elementy upiększające codzienność, społeczność na Instagramie, naklejka na Kindle’u z napisem „Stolarnia zmysłów”, nieskomplikowane jedzenie, nienoszenie słuchawek, gdy wychodzę z domu, peeling stóp, używanie kremu na noc, czarna, sypana herbata, hummus, wrapy robione w domu, wyjścia na spacery, wspólna podróż samochodem, „Pulp Fiction”. Najprościej.

Steal from anywhere that resonates with inspiration or fuels your imagination. Devour old films, new films, music, books, paintings, photographs, poems, dreams, random conversations, architecture, bridges, street signs, trees, clouds, bodies of water, light and shadows. Select only things to steal from that speak directly to your soul. If you do this, your work (and theft) will be authentic.” (Steal like an artist, Austin Kleon).

Trzymajcie się.

hania

PS Nie wiem do końca, o czym jest ten post. Ale potrzebowałam go napisać.

Karmię się czasem

Ładne rzeczy! #29

wpis

Zaczął się sierpień. Czas szybko płynie. Chcę zachować te słoneczne dni, bo ostatnio robi się już jesiennie.

Wyszperane rzeczy, które wpadły mi w oko:

Dziękuję za poświęcony mi czas i życzę Wam miłego weekendu! A Was co ostatnio zachwyciło?

hania

Ładne rzeczy! #29

Liczysz swoje wydatki?

Dziś krótko – od kilku miesięcy wpisuję w Excelu wydatki, ale robię to w bardzo bałaganiarski sposób. Czas na nową tabelkę, w której wszystko jest przejrzyste i proste. Boisz się Excela? Nie martw się, jeśli taki laik jak ja ogarnął podstawowe formuły, to nic nie stoi na przeszkodzie!

W poszukiwaniu ogarnięcia natknęłam się na blog „Jak oszczędzać pieniądze”, ale te tabele przygotowane z niezwykłą starannością to dla mnie zbyt obszerne jak na moje skromne potrzeby. Mieszkam z rodzicami, trochę pracuję, studiuję, nie pokrywam wszystkich kosztów życia, ale staram się coraz bardziej usamodzielniać.

Myślę, że kontrolowanie wydatków jest niezwykle ważne. Dzięki temu możemy zorientować się, jak szybko pieniądze uciekają, albo raczej – na jakie bzdury je wydajemy. Dla mnie takim polem minowym jest jedzenie na mieście – wydaję na to zbyt wiele, niż bym tego oczekiwała.

Zaznaczam – nie jestem ekspertem, chciałam stworzyć wygodne i przydatne dla mnie narzędzie i pomyślałam, że się z Wami nim podzielę. Co my tu mamy?

Untitled-1

 

Zaznaczone zielonym konto i oszczędności – wpisuję stan konta z początku miesiąca i ile mam odłożonych, zaoszczędzonych pieniędzy (na przykład w skarpecie, albo w kopercie).

Przychody – wpisuję, ile przybyło mi gotówki i skąd, na dole wszystko się sumuje w niebieskim pasku. Rozchody – czyli wydatki – podzieliłam sobie na kilka kategorii pod siebie – jak widzicie, jest osobna kategoria na wyjścia na miasto – jedzenie, kino i takie tam rozrywki. Wpisałam też leki i lekarz, bo dbanie o moją tarczycę nieco kosztuje zachodu. Oczywiście możecie usunąć część kolumn, lub dodać swoje, czy zmienić im nazwy w zależności od potrzeb. To naprawdę łatwe :) Na dole kolumn same sumują się wszystkie wydatki – zobaczycie, ile wydajecie na ciuchy i kosmetyki, a ile na transport. Jest osobna kategoria na wydatki rodzinne – część zakupów robię do domu i na to idzie inna część pieniędzy, z których potem rozliczam się z rodzicami. Zawiłe?

Ustawiłam sobie limit na wyjścia – wystarczy wpisać go w D1, i wtedy, jeśli go przekroczymy, to w 1E wyskoczy nam „BAN”. Jeśli uważacie, że wydajecie za dużo na coś innego, to wystarczy zmienić nazwę i zacząć ograniczać coś innego.

Darowizna to automatycznie wyliczane 5% z wszystkich przychodów. Dom dziecka? Schronisko? Klasztor? Fajnie jest pomóc, a naprawdę nie odczujesz braku tych pieniędzy.

W różowej komórce sumują się wszystkie nasze wydatki i możemy łatwo porównać je z przychodami. Na następne miesiące wystarczy zduplikować ten arkusz, który już mamy (pusty), zmienić nazwę miesiąca i można działać.

Przykładowe uzupełnienie:

Przechwytywanie

A gdzie ten Excel?

A TUTAJ, częstujcie się :)

hania

Liczysz swoje wydatki?

Wiem więcej o sobie

Processed with VSCO with a4 preset

Oddalając się od pisania traci się lekkość i łatwość składania zdań. Czuję to właśnie teraz. I czuję brak porządnych zdjęć.

Czuję, że wystarczająco sporo pisałam już o tym na blogu, ale wciąż mi mało. Wydawało mi się, że to niesprawiedliwe, że muszę się tak szybko określać, z czym będę wiązać przyszłość.

Ostatnio mój siedmioletni brat wyglądał na zasmuconego. Gdy spytałam, o co chodzi, powiedział: „No bo ja nie wiem, co robić. Chciałbym budować napędy kosmiczne i chcę też robić makiety i być architektem. Albo piłkarzem i trenerem. Nie wiem, co wybrać.” Uśmiechnęłam się i poklepałam go po ramieniu, mówiąc, że ma jeszcze dużo czasu, a jednocześnie będąc załamaną, że sama też nie jestem pewna. A przecież pisałam, że można nie być pewnym.

Czy naprawdę tak jest, że trzeba się wcześnie decydować? Przecież można zmienić zdanie. Po kilkunastu latach pracy w jednej branży wybrać inną.

Półtora roku temu pisząc słodko-kwaśny tekst o studiowaniu architektury pominęłam plusy. Czy to znaczy, że ich nie ma? Mamy tendencję do widzenia negatywów i narzekania. Dlaczego zatem warto studiować architekturę?

Po pierwsze, można poznać mnóstwo ludzi, którzy myślą podobnie jak Ty. Macie pewien wspólny fundament, który Was łączy i w niektórych sprawach rozumiecie się bez słów. Nie wiadomo, kto pójdzie w jaką drogę po studiach, a znajomości zostają na zawsze. Może ktoś zostanie znanym fotografem, albo grafikiem? A może będzie robił coś zupełnie nowego? Jestem bardzo ciekawa.

Po drugie, architektura to dobra podstawa dla innych gałęzi. Łatwo odbić w coś pokrewnego. Jakieś pół roku temu, byłam przekonana, że będę się zajmować grafiką, brandingiem. Bardzo mnie to interesowało. Teraz pracuję jako asystentka architektki wnętrz i czuję, że to jest to. Bardzo cieszą mnie moje samodzielne zadania i z dumą mogę powiedzieć, że świetnie coś wymyśliłam. Co będzie dalej? Zobaczymy.

Po trzecie, poczujesz, jak ważni są ludzie. Przynajmniej ja tak poczułam. Myśląc o tworzeniu, projektowaniu czegokolwiek podstawą zawsze jest dla mnie człowiek. Chcę tworzyć dla ludzi, być blisko nich, ich potrzeb i marzeń. Projektując im piękno, można uczyć ich estetyki i zmieniać ich życie na piękniejsze. Najbardziej zainspirowały mnie tematy związane z psychologią architektury, socjologią przestrzeni, wszelkie wykłady o przekształceniach miast. Podstawą wszystkiego jest ludzie, chociaż często tego brakuje. Widać to chociażby w tym, kto jest uprzywilejowany w poruszaniu się po mieście.

Czułam, że architektura to jest coś „po środku” i nie za bardzo wiedziałam, jaka skala najbardziej mnie pociąga. Czy ta urbanistyczna, czy właśnie przedmioty, wnętrza. Niedawno byłam w połowie moich studiów. Teraz już nie jestem taka pewna, czy chcę iść na II stopień na to samo. Wszystko jest płynne. Życie nie jest liniowe, zawsze można wszystko zmienić. Czasem potrzeba do tego tylko więcej odwagi.

Przez długi czas, myśląc o mojej przyszłości zadowalałam się odpowiedzią, że chcę coś tworzyć. Niedawno przyszło olśnienie, że to nie jest żadna odpowiedź. Tworzyć dla ludzi. To już trochę lepiej.

Processed with VSCO with a4 preset

Ostatnio było we mnie trochę zgorzknienia. Byłam na Gdynia Design Days, ale nic mnie nie zwaliło z nóg. Wystawy mi się podobały, ale chyba miałam zbyt wysokie oczekiwania. Poczułam, że branża designu jest mocno rozdmuchana i nie wiem, czy chcę się z nią identyfikować.

Wiem więcej o sobie. Nie widzę siebie w dużym biurze z mnóstwem pracowników. Nie chcę pracy w stresie, nie zależy mi na realizowaniu wielkich inwestycji. Chciałabym czegoś małego. Spokoju na co dzień, możliwości spełniania marzeń. Odpoczynku. Dostrzegania codzienności.

To tyle na dzisiaj. Trzymajcie się.hania

Wiem więcej o sobie

Najpiękniejszy z wszystkich snów

elo.jpg

Od paru dni czuję się jakbym była w jakimś cudownym śnie, albo odpakowała najbardziej wymarzony od lat prezent pod choinką. Plan dnia stanął na głowie. Wielka wdzięczność. Rzeczy, które zwykle się nie dzieją – budzenie się przed budzikiem rano, brak zmęczenia. Całe mnóstwo dobrych słów. „Wcale nie wydaje się, jakbyś była tu nowa, ale jakbyś była tu od zawsze”. Wszystko jest nowe, wszystko jest ciekawe, wszystko jest ekscytujące. Kawa, komputer, fotel, słońce wpadające przez okno. Wzorniki z płytkami. Kolory farb.

Nie śmiałam nawet myśleć o tym, że będę mieć możliwość tak pracować. A to wszystko przez moje umiejętności zbiór dobrych przypadków. Temperowałam moje marzenia, wmawiając sobie, że „na pewno mi się nie uda”, „nie mam co na to liczyć”, „pozostawiam to innym, lepszym”.

Pierwszy taki piątek. Czekam, aż skończy się renderowanie, tańczę do Shakiry. Wychodzę z pierwszej z poważnej pracy o 21:30. Zamykam biuro, powietrze pachnie deszczem i ciepłym wieczorem. Na plecach ciąży mi worek z rzeczami na siłownię, w torbie kalendarz, puste pudełka po jedzeniu i różowy notatnik od Haukotelli z napisem „Believe in yourself”, w którym zapisuję nowości do zapamiętania. Wcale nie czuję się zmęczona, to był dobry dzień. Tata mówił, że „kochaj to co robisz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia”. Czy nie byłoby to cudowne?

Nie mogę się ocknąć. Choćby ten sen miałby trwać krótko, to będzie najpiękniejszym z wszystkich snów.

hania

Najpiękniejszy z wszystkich snów

To, że brakuje, to nie znaczy, że brakuje

P1240053ed

Staram się być cierpliwa. Wytrąca mnie z równowagi tylko kilka rzeczy – brak życiowego ogarnięcia, głupota i zawieszający się komputer, którego (nie)sprawność mogłam doskonale poznać podczas sesji letniej. Bywa, że łatwo się irytuję. Czasem mam ochotę wywalić sprzęt za okno, kiedy coś nie działa. Znacie to, prawda?

Potem jednak przychodzi opamiętanie. Rozglądam się po pokoju i widzę, ile mam rzeczy, na które nie każdy może sobie pozwolić. Najukochańszy aparat, który tak naprawdę nie jest mój, a mojej siostry i wciąż go pożyczam, ale mam możliwość z niego korzystać. Komputer, który działa lepiej, lub gorzej, ale działa.

Mogłabym wymienić rzeczy, których mi brakuje, ale czy byłabym z nimi szczęśliwsza?

Od paru lat, gdy Mama pyta mnie, co chciałabym dostać na Święta lub urodziny, ciężko podać mi konkrety. Przecież tak naprawdę nic mi nie brakuje. Wiele rzeczy mogłoby być lepszych, ale są. Czasem lepsze jest gorsze niż dobre.

Jakiś czas temu zaczęłam słuchać inspirujących podcastów the Minimalists i chociaż wiele już internetu napisano na temat minimalizmu, chciałabym wtrącić moje trzy grosze. Tuż po przesłuchaniu dwóch odcinków, podjęłam wyzwanie 30 dni, polegające na pozbywaniu się rzeczy – kilku każdego dnia – pierwszego dnia jednej, drugiego dwóch, i tak dalej. Z początku byłam bardzo podekscytowana tym pomysłem, wynosiłam ubrania do kontenerów Caritasu, a czasopisma na makulaturę.

Uświadomiłam sobie wiele prawd, między innymi to, że wspomnienia nie są w rzeczach, ale w nas. Pozwoliło mi to zrezygnować z części rzeczy, które kurzyły się w składziku. Zauważyłam, że im więcej mamy miejsca, tym bardziej prawdopodobne, że je zagracimy, w końcu to takie proste. Kluczem do tego jest odkładanie rzeczy na swoje miejsce. Niech każda rzecz ma miejsce, do którego przynależy.

Zapamiętałam zwrot, który pozwala na ustalenie priorytetów: „czy to wnosi wartość w moje życie?”, który można odnieść do każdej płaszczyzny naszej egzystencji.

Myślę jeszcze nad prezentami. Nie wiem, czy to jest dobre, ale coraz mniej mam chęć obdarowywania ludzi przedmiotami. Zdaję sobie sprawę, że to niepopularne podejście i niektórzy mogą się tym oburzać. Jaki jest żywot prezentu? Różny. Może być przydatny i wykorzystywany niemal codziennie – na przykład Kindle z mojej listy rzeczy, które chcę otrzymać, którą niegdyś zrobiłam, a może być kurzołapem, którego głupio nam się pozbyć. Może lepszym prezentem jest po prostu czas dla tej osoby – wspólne wyjście, zjedzenie czegoś. W końcu prawdziwe social media są przy stołach.

Można się łatwo zakręcić w wyrzucanie, przy obecnej modzie na minimalizm. Zawsze jest w tym też druga strona, o której pisała Olga. Wychodzi na wierzch nasz egoizm. To, że ja oddam coś mamie, cioci, babci może wcale nie sprawić, że ich życie będzie lepsze, a tylko przynieść im kłopot.

Wracając do tego nieszczęsnego komputera… Zacznij tam, gdzie jesteś. Można sobie wmówić, że potrzeba Ci najlepszego sprzętu / najnowocześniejszego aparatu / legginsów za sto złotych (wpisz cokolwiek). Szklanka do połowy pełna, czy do połowy pusta? Można robić wielkie rzeczy będąc małym.

Rośnij tam, gdzie Cię posadzono.

Na koniec odsyłam Was do paru tekstów, które siedzą mi wciąż w głowie:

hania

To, że brakuje, to nie znaczy, że brakuje

Przyjemna powtarzalność

P1250512ed

Lato jest takie mieszane. Ma się na nie jakieś plany, a potem staje się gorąco i nic się nie chce. Następuje zacienianie pokoju roletami i rozkopywanie się z kołdry. Jak to się stało, że w sklepach powoli znikają już truskawki?

Są różowe zachody słońca i uciążliwy piach w bucie. Odgnieciona trawa na łydkach.

Nie umiem się skupić. Mam listę książek do przeczytania, a nie umiem już, jak kiedyś, po prostu usiąść i czytać, z pewną bezmyślnością. Bez sprawdzania telefonu, czy czegokolwiek innego.

Okazuje się, że przyjemnością może być włożenie wygodnych sandałów sportowych, które nie są trendy, zwyczajnych spodni i koszulki w paski. Okazuje się, że przyjemnością może być pomalowanie paznokci na kolor z pogranicza czerwieni i pomarańczu, a także odkrywanie nowych lodziarni w mieście, pierwsza przejażdżka jako dodatkowy pasażer na motocyklu, a szczególnie pierwsze 10 minut z duszą na ramieniu.

Zaskakujące, że praca za kogoś i na ostatnią chwilę nie jest aż tak nieprzyjemna. Dziwię się sama sobie, że jednak coś umiem i potrafię komuś pomóc, a wcześniej nie wierzyłam w moje umiejętności. Cieszy mnie dużo rzeczy.

W chwili, w której zdaje się, że świat się zatrzymuje, a ja wiem, że to tylko mgnienie, bo zaraz słońce zmieni swoje położenie, wpatruję się w gęste gałęzie drzew i słońce, które zmienia im kolory. Ciepło rozlewa się na powiekach, uśmiecham się. „Spójrz, jak pięknie świeci”, mówię. Ściółka jest mokra. Leśne dróżki też i dzięki temu mniej piachu wpada pod stopy. Można iść przed siebie, nie wiadomo dokąd, a jednak drogi wyglądają znajomo. Pół godziny od zabudowań, a przed nami przydrożne krzyże, pachnące łąki, zniszczone płoty i stary koń.

Lubię tę powtarzalność. Krajobraz, który ukaże się moim oczom po wyjściu z lasu, znów ta sama polana. Każdą porą roku wygląda inaczej. Zieleń koi oczy lekko szczypiące od siedzenia przy komputerze.

 

P1250520edP1250509ed

Nie potrzebuję w życiu fajerwerków. Nudne życie to dla mnie synonim spokoju i pewnego bezpieczeństwa. Pozornie, w tej nudzie można znaleźć sporo radości – w kopaniu piłki z czuba sandałami, przygotowaniu sobie czajniczka z zieloną herbatą i filiżanki na spodku, czy z tego, że czuję, że przyjemnie mija czas. Taki jest początek lipca i zwykłe życie.


W ramach akcji niegnuśnienia, w środę startuję z Bazgrowyzwaniem – szczegóły w wydarzeniu na Facebooku – zapraszam serdecznie! :)

hania

Przyjemna powtarzalność